Jesteś tym, co czytasz
4 maja 2012
9 kwietnia 2012
"Maria i Magdalena" Magdalena Samozwaniec
„Maria i Magdalena” jest zbeletryzowaną
biografią sióstr Kossakówien, Marii – późniejszej – Pawlikowskiej -
Jasnorzewskiej i Magdaleny, znanej z przydomku Samozwaniec, wnuczek obdarzonego
wielkim szacunkiem Polaków naszego narodowego malarza – Juliusza Kossaka i
córek podtrzymującego artystyczną tradycję swego ojca, Wojciecha. Już w
nieprzypadkowym wyborze pseudonimu, którym sygnowała swą twórczość ujawniają
się niespożyte pokłady humory satyryczki – został on bowiem ukuty „na obraz i
podobieństwo” cara Dymitra Samozwańca, którego wielka mistyfikacja była w tamtym czasie
powszechnie znana i komentowana.
„Maria i Magdalena” są swojego rodzaju podróżą
sentymentalną do międzywojennego Krakowa młodszej z sióstr.
Mimo konserwatywnego wychowania, jakie otrzymały
Lilka i Madzia od matki dewotki, wyrosły na osóbki o nieposkromionym
temperamencie, nierzadko prowokacyjnie łamiące zasady savoir – vivre’u. Były dla
zgnuśniałego, duszącego się we własnym sosie światka międzywojennego Krakowa niczym ożywczy powiew przywracający wrażliwość na wszystkie
zmysły, na tamte czasy nazbyt śmiały jednak, by mógł zostać bezkrytycznie
zaakceptowany. Miłość, miłostki i przelotne romanse całkowicie zdominowały życie tych nieprzeciętnych
siostrzyczek. I choć obie były kobietami po przejściach w tych relacjach
nierzadko wykazywały się zadziwiającą naiwnością.
Z ponad pięciuset pożółkłych kartek wyłania się
obraz dwóch wielkich indywidualności, skrajnie różnych mimo jednej płynącej w
nich krwi. Lilka – chimeryczna, wiotka, delikatnej budowy o oczach niebieskich
i tak wielkich, że nie pozostawiały nikogo obojętnym. Magdalena, zaślepiona
podziwem dla siostry i jej niezdrowym uwielbieniem, w powieści świadomie ją
gloryfikuje. Delikatnie przemilczała niepełnosprawność autorytarnej Lilki.
Maria Pawlikowska – Jasnorzewska uległa w dzieciństwie wypadkowi, następnie
stała się ofiarą niewłaściwego leczenia
ortopedycznego, skutkiem czego do końca życia szpecił ją garb. Swoje kalectwo
umiejętnie ukrywała pod warstwą falban, bądź narzutek, do których przejawiała
zrozumiałą słabość.
Lilka od maleńkości była przeznaczona przez mamę do
sztuki, będąc tego świadomą już od najmłodszych lat zachowywała się jak
artystka, sprawiała wrażenie uduchowionej, egzaltowanej. Swojej dziecięcej nadwrażliwości nigdy nie pokonała, a ta w
dorosłym życiu skutecznie utrudniała jej utrzymanie emocjonalnej stabilności.
Już nawet jako dojrzała kobieta głęboko przeżywała miłostki swych kolejnych
mężów, sama nie pozostając im dłużna. To błędne koło wzajemnych zdrad trawo do
dnia, kiedy poznała Stefana Jasnorzewskiego – pilota działającego w Siłach
Zbrojnych Rzeczypospolitej.
Madzia to z kolei przysadzista, różowa szatynka.
Nazbyt rubaszna, hałaśliwa i nietaktowna, aby móc ją traktować poważnie.
Trzpiot. Nieszczęśliwa posiadaczka - jak żartobliwie określał jej obfite
kształty Tatko - wydatnej bombe a la polonaise.
![]() |
| Lilka by Kasia |
O nieprzeciętności i niedopasowaniu
charakterologicznym tej rodziny niech świadczy zdarzenie ze ślubu, o którym
wspomina Magdalena. Otóż Mamidło po uroczystościach kościelnych, na przyjęciu
weselnym poprosiła Madzię o rozmowę, następnie cała w pąsach ściśniętym wstydem
głosem uświadomiła córkę o tzw. powinności „małżeńskiego obowiązku”. Tego samego
dnia, Wojciech Kossak, wyrażając jawną niechęć do zięcia, którego nigdy nie
darzył szacunkiem – Jana Starzewskiego, dobrze zapowiadającego się młodego
dyplomaty, podarował młodszej w prezencie ślubnym antykoncepcję dla kobiet
(krążek bądź kapturek).
Książka może być kluczem do twórczości Marii
Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, która swe najpiękniejsze erotyki pisała podczas
uniesień miłosnych i w trakcie bolesnego rozczarowania swym konkurentem. Wszak
Lilka nazywaną jest poetką miłości. Domeną poetki i znakiem rozpoznawczym jej
dorobku stały się erotyki – wiersze podejmujące tematykę miłości, także
cielesnej. Jej kunszt poetycki i trafna obserwacja rzeczywistości wzniosły ją
na wyżyny twórczości poetyckiej. Fenomen poetyckiego talentu zazwyczaj jest zjawiskiem
niewytłumaczalnym, jednak w
przypadku Marii Pawlikowskiej –
Jasnorzewskiej istnieją pewne przesłanki do wskazania jego podłoża. Jak
wspomina młodsza siostra Marii w powieści autobiograficznej „Maria i Magdalena”
starsza z Kossakówien miała niezwykle bogate, ale i bolesne życie prywatne.
Czterokrotnie wychodziła za mąż, dopiero ostatni raz szczęśliwie – Stefan
Jasnorzewski stał się antidotum na poprzednie miłostki i wynagrodził poetce
wiele miłosnych rozczarowań. Jej wrodzona wielka emocjonalność, poddawanie się
nastrojom chwili, wrażliwość wewnętrzna i silna potrzeba bycia kochaną
sprawiła, że rzucała się w objęcia wielu nieodpowiednich mężczyzn. Uczucia,
które wywoływały te związki z potrzeby duszy przelewała na papier. Tak
powstawały uważane do dziś, przez wielu znawców literatury za najpiękniejsze,
wiersze o miłości. Tomiku „Niebieskie migdały” nie byłoby gdyby nie małżeństwo
z Janem Pawlikowskim... Erotyki pełne
przepięknych i obrazowych metafor, intymny zapis prywatnych chwil urzekają
czytelnika swoją nastrojowością. Szczerość i liryczny humor rozstrzygają o
niezaprzeczalnym wdzięku jej poetyckich, miłosnych wyznań. To poezja
wyrafinowana, a jednocześnie prawdziwa
i naturalna.
Magdalena Samozwaniec by pozbyć się wrażenia
subiektywizmu pisze powieść w narracji trzecioosobowej. Pozwala to jeszcze
pełniej zdystansować się do siebie. Madzia dorastała w cieniu starszej siostry, ale nie walczyła z
kompleksem niższości, przeciwnie swoją mniejszą wartość uznała za rzecz
całkowicie naturalną, a jako satyryczka uzbrojona w cięty język i trafność riposty, jeszcze bardziej
wyszydzała swoje przywary, postępowanie i pomyłki właściwe wiekowi dziecięcemu.
Miejscami to umniejszanie własnej osobie, choć żartobliwe, staje się wymuszone,
męczy czytelnika. Nie zmniejsza to jednak przyjemności poznawczej płynącej z
lektury, poznawanie już zapomnianych, pełnych archaizmów czasów, wskrzeszanie,
chociaż mentalne świata, który bezpowrotnie przeminął, może być doświadczeniem
arcyciekawym, nie tylko dla biografów Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej.
„Maria i Magdalena”
Magdalena Samozwaniec, Glob, Szczecin 1989.
Etykiety:
literatura wspomnieniowa,
Magdalena Samozwaniec,
satyra
22 lutego 2012
"Piotruś Pan"
"[...] dzieciństwo jest jedyną porą, która trwa w nas całe życie"
Jeśli jesteście tego samego zdania, co Ryszard Kapuściński zajrzyjcie koniecznie na stronę 55 najnowszego numer "Literadaru"
Etykiety:
"Piotrus Pan",
audiobook,
literatura dziecięca/młodzieżowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)


